Wakacje. To i wraca temat urlopów.
Jak zwykle problem ze skorzystaniem z owych. Menago i pani Dyrektor juz się wybyczyły to teraz przyszedł czas na tłuszczę. I co tu moje uszy słyszą? Że w sierpniu nie wolno brać urlopów?
Dziwne, bo przecież przedtem było powiedziane, że ze względu na zmiany wydawnicze i ruch w interesie, nie możemy brać urlopów od września do czerwca oraz - uwaga - pierwszy tydzień lipca, kiedy to są zamykane sprawy czerwcowe.
Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, bo wychodzi na to, że niewolniczemu plebsowi wolno brać urlop tylko przez 3 tygodnie w roku. ALE UWAGA! Nie wszyscy na raz! Czyli 9 osób w dziale ma tak zaplanować wypoczynek, żeby przez te całe 3 tygodnie nie iść na urlop w tym samym czasie.
Doprawdy zbytek łaski ze strony Menago i Jaśnie Pani Dyrektor (w skrócie JPD).
W obliczu zaistniałej sytuacji złożyłam wniocha urlopowego na okres od 1 do 15 sierpnia. JPD oburzyła się, ale jej odparłam, że szkoda, iż nie wiedzialam na czym stoję w kwietniu, kiedy to wpłacałam zaliczkę na wakacje! Łaskawie powiedziala, że "WYJĄTKOWO TYM RAZEM MI PODPISZE". Nie podziękowałam za tą dobroć.
Aż nie do wiary.
Myślicie, że sama się proszę o to, żeby być nielubianą przez przełożonych?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą job. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą job. Pokaż wszystkie posty
piątek, 29 lipca 2011
wtorek, 12 lipca 2011
Prawie jak w Google
Nie chcę być marudą, co to tylko będzie pisała o chorobie od tej pory.
Powiem zatem, że nieobecność pracowników jest wprost proporcjonalna do urlopów ich przełożonych. Od poniedziałku nasza wielce szanowna Pani Dyrektor przebywa na urlopie. Jej podnóżka w postaci Menago też wybyła. W związku z tym wszyscy chodzą do roboty jak chcą. Nawet zdążyłam dziś wyskoczyć do lekarza na konsultacje związane z moimi wynikami badań.
Dobrze, że wiedźm nie ma, bo:
a) kolejka do lekarza nie była długa, a i tak czekałam 2 godziny
b) cała praca jest wykonana, bez poganiania i zastraszania
c) koleżanka z pokoju to nawet do kosmetyczki sobie na luzie wyskoczyła zrobić bikini ;)
To jest życie! Tak powinno być cały rok. Prawie jak w Google'u.
Powiem zatem, że nieobecność pracowników jest wprost proporcjonalna do urlopów ich przełożonych. Od poniedziałku nasza wielce szanowna Pani Dyrektor przebywa na urlopie. Jej podnóżka w postaci Menago też wybyła. W związku z tym wszyscy chodzą do roboty jak chcą. Nawet zdążyłam dziś wyskoczyć do lekarza na konsultacje związane z moimi wynikami badań.
Dobrze, że wiedźm nie ma, bo:
a) kolejka do lekarza nie była długa, a i tak czekałam 2 godziny
b) cała praca jest wykonana, bez poganiania i zastraszania
c) koleżanka z pokoju to nawet do kosmetyczki sobie na luzie wyskoczyła zrobić bikini ;)
To jest życie! Tak powinno być cały rok. Prawie jak w Google'u.
środa, 9 marca 2011
Geniusz
Opracowujemy nowe materiały wizerunkowe, w tym ścianki i rollupy z nową grafiką. Poszłam do dyr. z 5 projektami.
- No nie wiem, wszystkie są fajne - mówi do mnie jaśnie dyrekcja
- To może zamiast jednej ścianki zrobimy dwie, z różnymi grafikami? - sugeruję
Na co dyrekcja odpowiada:
- JUŻ WIEM! - wrzeszczy na cały pokój - Słuchajcie, wymyśliłam, że zamiast jednej ścianki zrobimy dwie z różnymi grafikami!
HAHAHAHA
- No nie wiem, wszystkie są fajne - mówi do mnie jaśnie dyrekcja
- To może zamiast jednej ścianki zrobimy dwie, z różnymi grafikami? - sugeruję
Na co dyrekcja odpowiada:
- JUŻ WIEM! - wrzeszczy na cały pokój - Słuchajcie, wymyśliłam, że zamiast jednej ścianki zrobimy dwie z różnymi grafikami!
HAHAHAHA
niedziela, 27 lutego 2011
Gies łot!
Mija pół roku od czasu mojego powrotu do pracy po macierzyńskim i już zaczynam mieć oznaki totalnego wkurwienia.
Po piersze - koleżka którego przyuczałam do pracy został managerem. Oczywiście ciężko na to zapracował, ale jakoś tak człowiek jest sfrustrowany,
Po drugie - dostaję do roboty same najgorsze rzeczy (gorące ziemniaki - jak to określił kolega), których nikt nie chce robić, albo jest z nimi dużo pieprzenia, a korzyści znikome,
Po trzecie - dostałam dodatkowe obowiązki po koleżance co odeszła z pracy oczywiście bez żadnych dodatkowych gratyfikacji,
Po czwarte - gdy idę do dyrektorki z moim pomysłem to ona powtarza to co powiedziałam na koniec wykrzykując "jestem genialna".
I teraz się zastanawiam, czy to ze mną coś nie tak i po paru latach w jednym miejscu zawsze mnie będzie szlag trafiał, czy też ludzie to skurwiele?
Po piersze - koleżka którego przyuczałam do pracy został managerem. Oczywiście ciężko na to zapracował, ale jakoś tak człowiek jest sfrustrowany,
Po drugie - dostaję do roboty same najgorsze rzeczy (gorące ziemniaki - jak to określił kolega), których nikt nie chce robić, albo jest z nimi dużo pieprzenia, a korzyści znikome,
Po trzecie - dostałam dodatkowe obowiązki po koleżance co odeszła z pracy oczywiście bez żadnych dodatkowych gratyfikacji,
Po czwarte - gdy idę do dyrektorki z moim pomysłem to ona powtarza to co powiedziałam na koniec wykrzykując "jestem genialna".
I teraz się zastanawiam, czy to ze mną coś nie tak i po paru latach w jednym miejscu zawsze mnie będzie szlag trafiał, czy też ludzie to skurwiele?
wtorek, 23 listopada 2010
cmok cmok
Oj zapuściłam się w pisaniu przez tą pracę. Ale co zrobic, skoro obecny szef normalny (w miarę, bo szefowie to nigdy nie są zupełnie normalni).
Z ciekawostek: mamy w pracy parę, a konkretnie w pokoju.
Ciągle są buziaczki, uściski, papatki i takie tam. Oprócz tego rozmawiają ze sobą jakby byli niepełnosprawni umysłowo.
- A czy moja minia zjadła dziś śniadanko? (w osobie trzeciej do siebie mówią ofkors)
- A czy mój misiaczek ukroił sobie pomidorka?
- Gdzie idziesz? (cmok)
- Do kibelka (cmok), a ty gdzie? (cmok)
- Do kuchni (cmok)
- No to (cmok) spotkamy się (cmok) za chwilę (cmok)
Niestety nie wytrzymałam i zwróciłam im uwagę, że nie da się pracować w takich warunkach, bo dla pozostałych współpracowników jest to sytuacja krępująca.
Myślicie, że dobrze zrobiłam?
Z ciekawostek: mamy w pracy parę, a konkretnie w pokoju.
Ciągle są buziaczki, uściski, papatki i takie tam. Oprócz tego rozmawiają ze sobą jakby byli niepełnosprawni umysłowo.
- A czy moja minia zjadła dziś śniadanko? (w osobie trzeciej do siebie mówią ofkors)
- A czy mój misiaczek ukroił sobie pomidorka?
- Gdzie idziesz? (cmok)
- Do kibelka (cmok), a ty gdzie? (cmok)
- Do kuchni (cmok)
- No to (cmok) spotkamy się (cmok) za chwilę (cmok)
Niestety nie wytrzymałam i zwróciłam im uwagę, że nie da się pracować w takich warunkach, bo dla pozostałych współpracowników jest to sytuacja krępująca.
Myślicie, że dobrze zrobiłam?
czwartek, 2 września 2010
O mobbingu
Polecam artykuł z wczorajszego Dużego Formatu na temat mobbingu. Czytałam z wypiekami na twarzy prawie swoją historię. Do tej pory nie mogę uwierzyć, że tak jak główne bohaterki pozwoliłam na to, żeby się ktoś nade mną wyżywał. Najgorzej, że to rysuje psychę i zostaje na długi czas.
wtorek, 31 sierpnia 2010
Postronny obeserwator
Mam to szczęście (albo i nie), że siedzę w pokoju razem z moją byłą menago.
Wczoraj byłam świadkiem jak po kolei krzyczała (sic!) na swoich pracowników.
Pierwszy dostał ochrzan za to, że się nie dopytał w jakiej sprawie dzwoni baba z banku do menago (okazało się, że to jakieś prywatne sprawy i baba słusznie nie chciała opowiedzieć)
Drugi dostał ochrzan, że nie poinformował menago, iż nie będzie dziś dyrektora. Przy czym ten człowiek ten nie był to wcale a wcale sekretarzem dyrektora i nie miał obowiązku nikogo o niczym informować.
Na szczęście na koniec dnia menago postanowiła przemówic ludzkim głosem i zwolnić pracowników 15 minut wcześniej do domu.
Czyżby wyrzuty sumienia?
Wczoraj byłam świadkiem jak po kolei krzyczała (sic!) na swoich pracowników.
Pierwszy dostał ochrzan za to, że się nie dopytał w jakiej sprawie dzwoni baba z banku do menago (okazało się, że to jakieś prywatne sprawy i baba słusznie nie chciała opowiedzieć)
Drugi dostał ochrzan, że nie poinformował menago, iż nie będzie dziś dyrektora. Przy czym ten człowiek ten nie był to wcale a wcale sekretarzem dyrektora i nie miał obowiązku nikogo o niczym informować.
Na szczęście na koniec dnia menago postanowiła przemówic ludzkim głosem i zwolnić pracowników 15 minut wcześniej do domu.
Czyżby wyrzuty sumienia?
niedziela, 29 sierpnia 2010
Jaka jest prawda?
W pracy rewolucje. Wprowadzają nowe pomysły i z tego tytułu mieliśmy spotkanie z preziem, podczas którego prezio zachwalał sukcesy jakie osiągnęła nasza firma. Zwłaszcza w zakresie finansowym. Same ochy i achy, gdyby nie to, że miesiąc temu zwolnił dyrektora wydawniczego z powodu... słabych winików finansowych.
I co o tym myśleć?
I co o tym myśleć?
środa, 25 sierpnia 2010
Nostradamus
A. przygotowuje zapytanie dla hotelu jeżeli chodzi o organizację imprezy, ale potrzebuje ostatecznej listy gości, którą sporządza J.
A. do J. - Słuchaj J.! zaraz do mnie zadzwonią z hotelu
Ja: - A ty co? Prorok jakiś?
I znowu wychodzi na to, że nie mogę usiedzieć z zamkniętą gębą :(
A. do J. - Słuchaj J.! zaraz do mnie zadzwonią z hotelu
Ja: - A ty co? Prorok jakiś?
I znowu wychodzi na to, że nie mogę usiedzieć z zamkniętą gębą :(
niedziela, 22 sierpnia 2010
Po powrocie
I tak minęły jak z bicza strzelił pierwsze trzy tygodnie w pracy.
Z dobrych niusów - menago już nie jest moim menago (automatycznie mniej mi działa na nerwy). Teraz cwaniakuje przed innymi. Ostatnio zabłysnęła złotą myślą, że "gardzi biedą". Kiedy powiedziałam, że idę zobaczyć czy są jakieś fajne ciuchy w Orsay'u to popatrzyła na mnie z niesmakiem dodając, że "ona tam nie chodzi". No i dobrze - przynajmniej się nie spotkamy.
Ze złych wiadomości - wszyscy mnie denerwują. Duża część pracowników działu wznosi się na wyżyny w dupolizostwie. Komplementują dyrektorkę działu jaką to ma świetną sukienkę i że w ogóle jest zajebiście trendi itd. A wszystko to na poziomie trzynastolatków. Oprócz tego nieustannie trwa nieoficjalny konkurs pt. Kto zgrywa najbardziej wyluzowanego. Panny prześcigają się w opowieściach ile to towarów wyrwaly w sobotę na klabingu - a ja patrząc na nie myślę sobie wtedy: nie widziała dupa słońca!
Z dobrych niusów - menago już nie jest moim menago (automatycznie mniej mi działa na nerwy). Teraz cwaniakuje przed innymi. Ostatnio zabłysnęła złotą myślą, że "gardzi biedą". Kiedy powiedziałam, że idę zobaczyć czy są jakieś fajne ciuchy w Orsay'u to popatrzyła na mnie z niesmakiem dodając, że "ona tam nie chodzi". No i dobrze - przynajmniej się nie spotkamy.
Ze złych wiadomości - wszyscy mnie denerwują. Duża część pracowników działu wznosi się na wyżyny w dupolizostwie. Komplementują dyrektorkę działu jaką to ma świetną sukienkę i że w ogóle jest zajebiście trendi itd. A wszystko to na poziomie trzynastolatków. Oprócz tego nieustannie trwa nieoficjalny konkurs pt. Kto zgrywa najbardziej wyluzowanego. Panny prześcigają się w opowieściach ile to towarów wyrwaly w sobotę na klabingu - a ja patrząc na nie myślę sobie wtedy: nie widziała dupa słońca!
piątek, 9 lipca 2010
Wkrótce świeże wiadomości
... i doniesienia z frontu pracowego. Za niecały miesiąc wracam do kieratu. Wprawdzie na 6 godzin dziennie, ale i tak może być ciekawie! Już się nie moge doczekać, aż będzie o czym pisać - a dla Was szanowni czytelnicy czytać. Bo sami musicie przyznać, że ostatnio wiało nudą :D
poniedziałek, 11 stycznia 2010
W służbie korporacji
PROLOG
Gadamy sobie z A. na gg.
Narzeka, że zleceniodawcy mu nie płacą. Zadzwonił do jednej z redakcji, co by się upomnieć o należną zapłatę. Tam uprzejmie go informują, że pieniądze zostały wysłane w ubiegłym tygodniu. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że przecież nie podał im jeszcze swojego numeru konta. ;)
To mi przypomina o setkach sytuacji z którymi miałam do czynienia w mojej obecnej pracy. Moja firma znana jest z tego, że nie płaci ludziom na czas. Ci którzy są zatrudnieni na stałą umowę o pracę i stałe umowy o dzieło otrzymują wynagrodzenia tak jak Pan Bóg przykazał. Pozostałych robi się w balona. Mówi im się, że nie dostarczyli kopii dowodu osobistego albo nie wypełnili formularza z danymi osobowymi albo nie zrobili badań albo nie podpisali rachunku albo że nie dostarczyli numeru konta. Nawet mam teorię, że specjalnie wymyślili stosy dokumentów, aby potem mieć wymówkę, dlaczego pieniądze nie wypłynęły.
Jestem osobą, która zleca roboty na zewnątrz i do której potem wydzwaniają ludzie, że pieniędzy nie widzieli.
Jakiś czas temu w imieniu firmy poprosiłam prezentera jednej ze stacji radiowych, aby poprowadził galę wręczenia nagród. Wszystko super. Stawka wynagrodzenia ustalona. Oczywiście muszę sama sporządzić i zadbać o to, by gość podpisał stosowne w naszej firmie dokumenty. Żeby było trudniej ich kształt i treść zmienia się co 2-3 miesiące, bo wtedy łatwiej o pomyłkę. No więc wszystko już mam: wzór umowy, kwestionariusz osobowy wypełniony, rachunek przygotowany. Gość się podpisał na 3(!) egzemplarzach. Zaniosłam do płac - a tu ZONK! Dokumenty są złe, bo własnie wprowadzili nowe zapisy odnośnie ochrony praw autorskich. Poprzednie zapisy były nieaktualne. Muszę wszystko przygotować od nowa. Niestety nie mam już możliwości osobistego kontaktu z gościem, wysyłam mu więc wszystko pocztą z prośbą o ponowne wypełnienie. Tym razem jest wszystko ok. Dzwoni do mnie po dwóch tygodniach gdzie jego pieniądze. To ja mu mówię, że najpewniej pójdą na koniec miesiąca, wtedy kiedy "idą" wszystkie przelewy. Dla pewności dzwonię do księgowości, a tam mi mówią, że dokumentów jeszcze nie widzieli. I znowu zaczynam dochodzenie. W płacach dokumenty były, ale muszą zostać podpisane przez kierownika mojego działu, następnie przez dyrektora działu, a potem przez jednego z prezesów (a najlepiej przez dwóch). Wszystko przy dobrych wiatrach potrwa ok. tygodnia.
W końcu odszukuję "moje" dokumenty. Krążą po firmie juz tydzień, a mam dopiero dwa podpisy. No trudno się mówi, muszę odczekać kolejny tydzień, bo prezesi na urlopie. W międzyczasie dzwoni do mnie gwiazda radia i grozi mi, że jak nie dostanie pieniędzy to zadzwoni do prezesa firmy i mu nawymyśła. Oczywiście jak się dodzwoni to ja stracę pracę. Zasada jest taka: kieronictwo udaje, że nie widzi, jak ludzie są robieni w balona. Pewnie sami ustalili, żeby nie płacić żadnemu kontrachentowi na czas, ale oficjalnie udają, że nic nie wiedzą.
Prezes naszej firmy jest jak B16 nieosiągalny dla śmiertelników, a pracownicy muszą umawiać się na audiencje. Wtedy wyznaczany jest dla nich czas - np. od 11.15 do 11.20. Jest duże prawdopodobieństwo, że prezio osobiście uściśnie rękę takim szczęśliwcom!
EPILOG
Prezenter dzwonił do mnie jeszcze kilkakrotnie z różnymi inwektywami i nie byłam mu w stanie wytłumaczyć dlaczego nie ma pieniędzy na koncie. No bo jak? Miałam mu powiedzieć, że pracuję w chu..wej firmie, która oszukuje pracowników i zleceniobiorców? Albo, że to nie moja wina? Przecież tego człowieka to g. obchodzi. Ja mu zlecałam robotę to ja powinnam dopilnować, aby dostał zapłatę.
Dopilnowałam. Już po trzech miesiącach miał swoją należność na koncie!
Gadamy sobie z A. na gg.
Narzeka, że zleceniodawcy mu nie płacą. Zadzwonił do jednej z redakcji, co by się upomnieć o należną zapłatę. Tam uprzejmie go informują, że pieniądze zostały wysłane w ubiegłym tygodniu. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że przecież nie podał im jeszcze swojego numeru konta. ;)
To mi przypomina o setkach sytuacji z którymi miałam do czynienia w mojej obecnej pracy. Moja firma znana jest z tego, że nie płaci ludziom na czas. Ci którzy są zatrudnieni na stałą umowę o pracę i stałe umowy o dzieło otrzymują wynagrodzenia tak jak Pan Bóg przykazał. Pozostałych robi się w balona. Mówi im się, że nie dostarczyli kopii dowodu osobistego albo nie wypełnili formularza z danymi osobowymi albo nie zrobili badań albo nie podpisali rachunku albo że nie dostarczyli numeru konta. Nawet mam teorię, że specjalnie wymyślili stosy dokumentów, aby potem mieć wymówkę, dlaczego pieniądze nie wypłynęły.
Jestem osobą, która zleca roboty na zewnątrz i do której potem wydzwaniają ludzie, że pieniędzy nie widzieli.
Jakiś czas temu w imieniu firmy poprosiłam prezentera jednej ze stacji radiowych, aby poprowadził galę wręczenia nagród. Wszystko super. Stawka wynagrodzenia ustalona. Oczywiście muszę sama sporządzić i zadbać o to, by gość podpisał stosowne w naszej firmie dokumenty. Żeby było trudniej ich kształt i treść zmienia się co 2-3 miesiące, bo wtedy łatwiej o pomyłkę. No więc wszystko już mam: wzór umowy, kwestionariusz osobowy wypełniony, rachunek przygotowany. Gość się podpisał na 3(!) egzemplarzach. Zaniosłam do płac - a tu ZONK! Dokumenty są złe, bo własnie wprowadzili nowe zapisy odnośnie ochrony praw autorskich. Poprzednie zapisy były nieaktualne. Muszę wszystko przygotować od nowa. Niestety nie mam już możliwości osobistego kontaktu z gościem, wysyłam mu więc wszystko pocztą z prośbą o ponowne wypełnienie. Tym razem jest wszystko ok. Dzwoni do mnie po dwóch tygodniach gdzie jego pieniądze. To ja mu mówię, że najpewniej pójdą na koniec miesiąca, wtedy kiedy "idą" wszystkie przelewy. Dla pewności dzwonię do księgowości, a tam mi mówią, że dokumentów jeszcze nie widzieli. I znowu zaczynam dochodzenie. W płacach dokumenty były, ale muszą zostać podpisane przez kierownika mojego działu, następnie przez dyrektora działu, a potem przez jednego z prezesów (a najlepiej przez dwóch). Wszystko przy dobrych wiatrach potrwa ok. tygodnia.
W końcu odszukuję "moje" dokumenty. Krążą po firmie juz tydzień, a mam dopiero dwa podpisy. No trudno się mówi, muszę odczekać kolejny tydzień, bo prezesi na urlopie. W międzyczasie dzwoni do mnie gwiazda radia i grozi mi, że jak nie dostanie pieniędzy to zadzwoni do prezesa firmy i mu nawymyśła. Oczywiście jak się dodzwoni to ja stracę pracę. Zasada jest taka: kieronictwo udaje, że nie widzi, jak ludzie są robieni w balona. Pewnie sami ustalili, żeby nie płacić żadnemu kontrachentowi na czas, ale oficjalnie udają, że nic nie wiedzą.
Prezes naszej firmy jest jak B16 nieosiągalny dla śmiertelników, a pracownicy muszą umawiać się na audiencje. Wtedy wyznaczany jest dla nich czas - np. od 11.15 do 11.20. Jest duże prawdopodobieństwo, że prezio osobiście uściśnie rękę takim szczęśliwcom!
EPILOG
Prezenter dzwonił do mnie jeszcze kilkakrotnie z różnymi inwektywami i nie byłam mu w stanie wytłumaczyć dlaczego nie ma pieniędzy na koncie. No bo jak? Miałam mu powiedzieć, że pracuję w chu..wej firmie, która oszukuje pracowników i zleceniobiorców? Albo, że to nie moja wina? Przecież tego człowieka to g. obchodzi. Ja mu zlecałam robotę to ja powinnam dopilnować, aby dostał zapłatę.
Dopilnowałam. Już po trzech miesiącach miał swoją należność na koncie!
piątek, 8 stycznia 2010
W blokach startowych
Ostatnio zaniedbałam bloga i rzadko piszę, ale też tak po prawdzie mówiąc nie ma o czym.
Z pracowych niusów: Byłam zanieść (mam nadzieję już ostatnie) zwolnienie. Menago ucięła sobie ze mną "przyjacielską" pogawędkę podczas której opisała, jak się świetnie bawiła na sylwestrze w modnym, lansiarskim, warszawskim klubie.
Hitem była wypowiedź jak to martwiła się, że będzie musiała się bawić z bydłem, które nie zarezerwowało loży (bo ona oczywiście zrezerwowała). Na szczęście nie sprzedawali miejsc dla 'bydła'. Aż nie mogłam wyjść z podziwu, że ta kobieta siebie nie słyszy. W niczym nie przypomina tej prostej, fajnej dziewczyny, którą kiedyś poznałam. Spojrzałyśmy na siebie z K. i każda z nas w środku się zaśmiała, że z menago teraz sie zrobiła taka pańcia.
Po świętach znowu przytyłam, więc ostatnio na kolację jabłko, a sytuacjach wilczego apetytu jabłko i jogurt z płatkami.
Teściowa codziennie dzwoni i w kółko powtarza to samo. Nie ma konieczności, żeby P. brał urlop w pracy, skoro ma teraz tyle obowiązków. Ona przyjdzie zamiast niego i będzie się dzieckiem opiekować.
Na 'dzień dobry' muszę przeganiać towarzystwo. Pewnie potem jak przyjdzie co do czego to nie będzie chętnych do pomocy!
Z pracowych niusów: Byłam zanieść (mam nadzieję już ostatnie) zwolnienie. Menago ucięła sobie ze mną "przyjacielską" pogawędkę podczas której opisała, jak się świetnie bawiła na sylwestrze w modnym, lansiarskim, warszawskim klubie.
Hitem była wypowiedź jak to martwiła się, że będzie musiała się bawić z bydłem, które nie zarezerwowało loży (bo ona oczywiście zrezerwowała). Na szczęście nie sprzedawali miejsc dla 'bydła'. Aż nie mogłam wyjść z podziwu, że ta kobieta siebie nie słyszy. W niczym nie przypomina tej prostej, fajnej dziewczyny, którą kiedyś poznałam. Spojrzałyśmy na siebie z K. i każda z nas w środku się zaśmiała, że z menago teraz sie zrobiła taka pańcia.
Po świętach znowu przytyłam, więc ostatnio na kolację jabłko, a sytuacjach wilczego apetytu jabłko i jogurt z płatkami.
Teściowa codziennie dzwoni i w kółko powtarza to samo. Nie ma konieczności, żeby P. brał urlop w pracy, skoro ma teraz tyle obowiązków. Ona przyjdzie zamiast niego i będzie się dzieckiem opiekować.
Na 'dzień dobry' muszę przeganiać towarzystwo. Pewnie potem jak przyjdzie co do czego to nie będzie chętnych do pomocy!
wtorek, 29 grudnia 2009
Motywatory
Spotkanie z koleżankami ze studiów. Było jak zwykle bardzo śmiesznie i mimo mojej trzeźwości ostro się uśmiałam. Dziewczyny na szczęście nie są abstynentkami więc wraz z ilością alkoholu zwiększała się ilość słownych lapsusów. Każda z nich robi karierę i tu przynajmniej nie mam doła, że pieniądze i stanowiska mają tylko cwaniaki bez szkoły. Dziewczyny naprawdę coś sobą reprezentują i pociesza fakt, że "a jednak można".
C. pracuje za granicą i projektuje ubrania oraz torebki. Średnio to się ma do naszego kierunku studiów, ale okazuje się, że na szczęście i w tym jest dobra. E. z pozoru łagodna potrafi umiejętnie zarządzać ludźmi i jest to doceniane. M. po latach prac w dziwnych miejscach w końcu znalazła pracę, gdzie bez problemu ją doceniają i potrafią wykorzystać inteligencję. N. wróciła do pracy po 5 latach i urodzeniu dwójki dzieci ,a na dodatek radzi sobie wyśmienicie!
Trochę się zdołowałam w innym kontekście. Ja i P. niby nie zarabiamy słabo, ale na tle naszych znajomych to jesteśmy dziadami. W związku z tym mam nowe postanowienia i plan na przyszłość. Po urodzeniu dziecka nie będę już dziadówą i poszukam innej, dobrze płatnej pracy. Żeby tylko mi nie zabrakło wiary w siebie!
C. pracuje za granicą i projektuje ubrania oraz torebki. Średnio to się ma do naszego kierunku studiów, ale okazuje się, że na szczęście i w tym jest dobra. E. z pozoru łagodna potrafi umiejętnie zarządzać ludźmi i jest to doceniane. M. po latach prac w dziwnych miejscach w końcu znalazła pracę, gdzie bez problemu ją doceniają i potrafią wykorzystać inteligencję. N. wróciła do pracy po 5 latach i urodzeniu dwójki dzieci ,a na dodatek radzi sobie wyśmienicie!
Trochę się zdołowałam w innym kontekście. Ja i P. niby nie zarabiamy słabo, ale na tle naszych znajomych to jesteśmy dziadami. W związku z tym mam nowe postanowienia i plan na przyszłość. Po urodzeniu dziecka nie będę już dziadówą i poszukam innej, dobrze płatnej pracy. Żeby tylko mi nie zabrakło wiary w siebie!
środa, 23 grudnia 2009
O profesjonalnym zarządzaniu
X-mas party w firmie wyglądało tak, że jednak nie było kolęd z magnetofonu, ani pierogów, ani opłatka - to akurat na szczęście. Nie ma nic gorszego niż składanie sobie życzeń z ludźmi, których prawie nie znamy. To jest ten poziom żenady, którego nie jestem w stanie przeskoczyć. Na szczęście nie kazali śpiewać kolęd. Spotkanie świąteczne ograniczyło się do krótkiego przemówienia prezesa i dyrektora wydawniczego. Polecieli Kononowiczem - jest kryzys i nie będzie niczego. Hehehehe.
Pracowe niusy:
K. złożyla wypowiedzenie! A wyglądało to tak:
Rano K. przychodzi do pracy i mówi do Menago.
K. - Chodźmy na kawę do kawiarni, bo chcę z Tobą pogadać.
Menago: - Już się boję
Spotkanie w kawiarni trwalo 30 sekund
Menago: - Tylko mi nie mów, że składasz wypowiedzenie
K. - Tak
Menago: - Idziesz do konkurencji?
K. - Tak
Menago: - MOGŁAŚ POCZEKAĆ Z TĄ INFORMACJĄ DO PRZYSZŁEGO TYGODNIA!! ŁADNY MI PREZENT NA ŚWIĘTA ZROBIŁAŚ!!
Z relacji K. wiem, że gdyby tam były drzwi obrotowe to Menago by nimi trzasnęła.
Po tym krótkim spotkaniu K. wysyła do Menago wiadomość na gg, że bardzo jej przykro, ale dostała bezkonkurencyjną ofertę. Menago odpisuje: JAK MOGŁAŚ MI TO ZROBIĆ?! ZAWIODŁAM SIĘ NA TOBIE! A TAK CI UFAŁAM! TO NIEPOWAŻNE. JESTEŚ ZAKŁAMANA!
Profesjonalizm w rozmowie z pracownikami jest podstawą dobrego zarządzania. Potem K. jeszcze była u innych dyrektorów, którzy przekonywali ją, aby pozostała w firmie na zasadzie "powiedz co chcesz i ile, a my Ci to damy." Ale rozmowa z Menago już ją ostatecznie przekonała, że dobrze robi odchodząc.
Ja też na tym skorzystałam. Menago po raz pierwszy od baaardzo długiego czasu zagaiła do mnie.
1. Czy dobrze się czuję?
2. Na kiedy mam termin?
3. A to będzie chłopiec czy dziewczynka?
W samą porę - za trzy tygodnie rodzę. Hahahaha
Pracowe niusy:
K. złożyla wypowiedzenie! A wyglądało to tak:
Rano K. przychodzi do pracy i mówi do Menago.
K. - Chodźmy na kawę do kawiarni, bo chcę z Tobą pogadać.
Menago: - Już się boję
Spotkanie w kawiarni trwalo 30 sekund
Menago: - Tylko mi nie mów, że składasz wypowiedzenie
K. - Tak
Menago: - Idziesz do konkurencji?
K. - Tak
Menago: - MOGŁAŚ POCZEKAĆ Z TĄ INFORMACJĄ DO PRZYSZŁEGO TYGODNIA!! ŁADNY MI PREZENT NA ŚWIĘTA ZROBIŁAŚ!!
Z relacji K. wiem, że gdyby tam były drzwi obrotowe to Menago by nimi trzasnęła.
Po tym krótkim spotkaniu K. wysyła do Menago wiadomość na gg, że bardzo jej przykro, ale dostała bezkonkurencyjną ofertę. Menago odpisuje: JAK MOGŁAŚ MI TO ZROBIĆ?! ZAWIODŁAM SIĘ NA TOBIE! A TAK CI UFAŁAM! TO NIEPOWAŻNE. JESTEŚ ZAKŁAMANA!
Profesjonalizm w rozmowie z pracownikami jest podstawą dobrego zarządzania. Potem K. jeszcze była u innych dyrektorów, którzy przekonywali ją, aby pozostała w firmie na zasadzie "powiedz co chcesz i ile, a my Ci to damy." Ale rozmowa z Menago już ją ostatecznie przekonała, że dobrze robi odchodząc.
Ja też na tym skorzystałam. Menago po raz pierwszy od baaardzo długiego czasu zagaiła do mnie.
1. Czy dobrze się czuję?
2. Na kiedy mam termin?
3. A to będzie chłopiec czy dziewczynka?
W samą porę - za trzy tygodnie rodzę. Hahahaha
poniedziałek, 21 grudnia 2009
A jutro oferta kryzysowa...
W pracy robi się coraz ciekawiej... ale o szczegółach kiedy indziej. :)
Jutro jest ponoć spotkanie opłatkowe pracowników wydawnictwa. Ponoć niektórzy nie mogli się nadziwić jak to możliwe, że w kilka dni udało im się zorganizować catering dla tylu ludzi. Przecież wiadomo, że nie da się tak w ostatniej chwili. Za godzinę zagadka była rozwiązana. Na spotkaniu będzie: prezio i jego przemowa ku pokrzepieniu serc, magnetofon z kolendą oraz opłatek dla wszystkich.
To się nazywa x-mas party!!
Jutro jest ponoć spotkanie opłatkowe pracowników wydawnictwa. Ponoć niektórzy nie mogli się nadziwić jak to możliwe, że w kilka dni udało im się zorganizować catering dla tylu ludzi. Przecież wiadomo, że nie da się tak w ostatniej chwili. Za godzinę zagadka była rozwiązana. Na spotkaniu będzie: prezio i jego przemowa ku pokrzepieniu serc, magnetofon z kolendą oraz opłatek dla wszystkich.
To się nazywa x-mas party!!
czwartek, 17 grudnia 2009
Mało dać, dużo brać
Oglądałam dziś film pt. "Julie & Julia". Film zalegał na półce i nie miałam czasu go obejrzeć, bo od jakiegoś czasu wolne chwile poświęcam właśnie na gotowanie (film jest o tej tematyce).
Ale nie o tym miało być w moim dzisiejszym minifelietonie. Otóż główna bohaterka zadaje sobie pytanie, "czy można nie lubić swoich przyjaciół?". No i od jakiegoś czasu uważam, że niestety tak.
Z K. pracujemy razem od 5 lat i szczerze ją polubiłam od początku. Może nie mamy podobnych poglądów na wszystkie tematy, ale chętnie dyskutujemy o książkach, filmach, oglądanych w telewizji programach, nowych płytach, facetach itd... Spieranie się z nią sprawia mi przyjemność, bo to jest swego rodzaju intelektualna rozrywka. Poza tym miło jest dyskutować z kimś, kto ma co nieco w głowie.
Jednak jej nieporadność zaczęła mnie w pewnym momencie drażnić. Któregoś dnia powiedziałam sobie "Zaraz! Halo! Niemożliwe, żeby taka inteligentna dziewczyna nie potrafiła sobie ustawić obszaru wydruku w komputerze i żeby musiała mnie wołać do byle pierdoły, bo nie wie jak to się robi." Zaczęłam się jej przyglądać, aby wybadać na ile jest nieporadna, a na ile leniwa. No i oczywiście okazało się, że w 80 % chodzi o niechęć do zrobienia czegokolwiek.
I tak jak tylko trzeba coś załatwić telefonicznie, to K. twierdzi, że nie może się dodzwonić przez 3 dni. Podnoszę słuchawkę i dodzwaniam się za pierwszym razem. Już widzę, że K. to zezłościło, bo wyszło na jaw leserstwo. Widzę też, że już ją denerwuję, gdyż głośno komentuję jej niechęć do pracy i wysługiwanie się innymi poprzez pozę "jestem taka biedna i z niczym sobie nie radzę".
Umawiamy się na spotkanie śledzikowe w knajpie. Ze względu na napięty grafik koleżanek ustalamy, że to właśnie K. dokona rezerwacji w knajpie, gdyż zdarza jej się zapominać gdzie i kiedy się mamy zobaczyć. Myślę sobie, że to dobry sposób, aby zapamiętała co i jak. To był czwartek. Spotkanie ma się odbyć za 5 dni. Jednakże coś mnie tknęło i pytam sie w poniedziałek K. czy zarezerowała stolik, na co ona wali swoją stałą śpiewkę "Nie mogłam się dodzwonić".
Na co ja odpowiadam:
- no to dzwoń
- dodzwoniłam się - nie ma miejsc (aha czyli przedtem w ogóle nie próbowała).
- przez pięć dni nie dałaś rady się nigdzie dodzwonić? I co teraz? Wszyscy mają w knajpach świąteczne spotkania i ciężko będzie zamówić stolik na 5 osób.
- no przecież wiem!! Najwyżej z buta czegoś poszukamy (nerwowy ton pojawia się w momencie, kiedy coś spieprzy)
- o nie! Co to, to nie! Mam już naprawdę wielki brzuch i chodzenie od knajpy do knajpy na mrozie średnio mnie bawi.
- wyluzuj!! Coś się znajdzie
Oczywiście ani mi w głowie pałętać się po mieście w poszukiwaniu stolika byle gdzie. Dzwonię po lokalach i znajduję taki, gdzie były dla nas miejsca, a K. jak zwykle nie musi się wysilać. Na spotkaniu K. chwali się jak to wszyscy pakowali dziś w pracy prezenty dla klientów, a ona nie musiała, bo się okazało, że nie potrafi. W tym momencie już oczywiście nie mogę się powstrzymać i komentuję, że "ty to zawsze tak robisz, żeby się nie narobić". Ona robi swoją minę pt. Jestem taka biedna. No i wychodzi na to, że ze mnie jest zołza.
W domu zrobiłam sobie podsumowanie ile mam z tej znajomości. Ile razy K. mi w czymś pomagała? Ile razy zrobiła coś dla mnie bezinteresownie? Ile razy powiedziała 'dziękuję za pomoc'? Bilans wypadł słabo.
Czy można nie lubić swoich przyjaciół?
Chyba muszę odpowiedzieć, że TAK. Zwłaszcza, gdy w pewnym momencie odkrywasz, że ich motto to: Mało dać, dużo brać!
Ale nie o tym miało być w moim dzisiejszym minifelietonie. Otóż główna bohaterka zadaje sobie pytanie, "czy można nie lubić swoich przyjaciół?". No i od jakiegoś czasu uważam, że niestety tak.
Z K. pracujemy razem od 5 lat i szczerze ją polubiłam od początku. Może nie mamy podobnych poglądów na wszystkie tematy, ale chętnie dyskutujemy o książkach, filmach, oglądanych w telewizji programach, nowych płytach, facetach itd... Spieranie się z nią sprawia mi przyjemność, bo to jest swego rodzaju intelektualna rozrywka. Poza tym miło jest dyskutować z kimś, kto ma co nieco w głowie.
Jednak jej nieporadność zaczęła mnie w pewnym momencie drażnić. Któregoś dnia powiedziałam sobie "Zaraz! Halo! Niemożliwe, żeby taka inteligentna dziewczyna nie potrafiła sobie ustawić obszaru wydruku w komputerze i żeby musiała mnie wołać do byle pierdoły, bo nie wie jak to się robi." Zaczęłam się jej przyglądać, aby wybadać na ile jest nieporadna, a na ile leniwa. No i oczywiście okazało się, że w 80 % chodzi o niechęć do zrobienia czegokolwiek.
I tak jak tylko trzeba coś załatwić telefonicznie, to K. twierdzi, że nie może się dodzwonić przez 3 dni. Podnoszę słuchawkę i dodzwaniam się za pierwszym razem. Już widzę, że K. to zezłościło, bo wyszło na jaw leserstwo. Widzę też, że już ją denerwuję, gdyż głośno komentuję jej niechęć do pracy i wysługiwanie się innymi poprzez pozę "jestem taka biedna i z niczym sobie nie radzę".
Umawiamy się na spotkanie śledzikowe w knajpie. Ze względu na napięty grafik koleżanek ustalamy, że to właśnie K. dokona rezerwacji w knajpie, gdyż zdarza jej się zapominać gdzie i kiedy się mamy zobaczyć. Myślę sobie, że to dobry sposób, aby zapamiętała co i jak. To był czwartek. Spotkanie ma się odbyć za 5 dni. Jednakże coś mnie tknęło i pytam sie w poniedziałek K. czy zarezerowała stolik, na co ona wali swoją stałą śpiewkę "Nie mogłam się dodzwonić".
Na co ja odpowiadam:
- no to dzwoń
- dodzwoniłam się - nie ma miejsc (aha czyli przedtem w ogóle nie próbowała).
- przez pięć dni nie dałaś rady się nigdzie dodzwonić? I co teraz? Wszyscy mają w knajpach świąteczne spotkania i ciężko będzie zamówić stolik na 5 osób.
- no przecież wiem!! Najwyżej z buta czegoś poszukamy (nerwowy ton pojawia się w momencie, kiedy coś spieprzy)
- o nie! Co to, to nie! Mam już naprawdę wielki brzuch i chodzenie od knajpy do knajpy na mrozie średnio mnie bawi.
- wyluzuj!! Coś się znajdzie
Oczywiście ani mi w głowie pałętać się po mieście w poszukiwaniu stolika byle gdzie. Dzwonię po lokalach i znajduję taki, gdzie były dla nas miejsca, a K. jak zwykle nie musi się wysilać. Na spotkaniu K. chwali się jak to wszyscy pakowali dziś w pracy prezenty dla klientów, a ona nie musiała, bo się okazało, że nie potrafi. W tym momencie już oczywiście nie mogę się powstrzymać i komentuję, że "ty to zawsze tak robisz, żeby się nie narobić". Ona robi swoją minę pt. Jestem taka biedna. No i wychodzi na to, że ze mnie jest zołza.
W domu zrobiłam sobie podsumowanie ile mam z tej znajomości. Ile razy K. mi w czymś pomagała? Ile razy zrobiła coś dla mnie bezinteresownie? Ile razy powiedziała 'dziękuję za pomoc'? Bilans wypadł słabo.
Czy można nie lubić swoich przyjaciół?
Chyba muszę odpowiedzieć, że TAK. Zwłaszcza, gdy w pewnym momencie odkrywasz, że ich motto to: Mało dać, dużo brać!
wtorek, 8 grudnia 2009
Idą święta
Na prośbę czytelników jest nowa notka, ale też jest o czym pisać.
Byłam dziś w pracy tradycyjnie donieść zwolnienie. Zrobiłam też rundę po piętrach, coby poodwiedzać znajomków z różnych działów. Dowiedziałam się wielu pożytecznych rzeczy oraz spotkała mnie miła niespodzianka.
Ale od początku. To było tak...
pierwsze kroki kieruję ku mojemu macierzystemu pokojowi - czyli tam gdzie urzęduje Menago, K. i inne osoby do których zostałyśmy dokooptowane w wyniku połączenia działów. Pokój świeci pustkami i siedzi tylko trzech pracowników, którzy zostali zatrudnieni na zlecenie. Nie wiedzą gdzie jest Pani Dyrektor, nie wiedzą gdzie Menago, nie wiedzą kiedy tamci wrócą i w ogóle to nic nie wiedzą.
Korzystając z okazji, że nie ma Menago (która normalnie to siedzi naprzeciwko mnie) robię porządek w kompie i przegladam e-maile. Patrzę a tu KOMUNIKAT: "W dniu dzisiejszym zapraszamy po odbiór premii świątecznych. Każdy z pracowników jako upominek świąteczny otrzyma 200 zł ".
Czytam KOMUNIKAT dwa razy i aż mi się wierzyć nie chce. Jestem pod wrażeniem Respect!
Pracuję w Firmie ponad trzy lata i oto co wcześniej otrzymywaliśmy jako upominek:
1. Ramka elektroniczna do zdjęć
2. Sianko i śpiewnik kolęd
3. Plecak z zestawem piknikowym (plasticzane talerze i zestaw sztućcy z plasticzanymi rączkami)
4. Sianko i termos
Za każdym razem opatrzone logotypem Firmy - na w razie czego, gdyby ktoś chciał się pozbyć niepotrzebnego prezentu to ma sprawę utrudnioną.
Co roku zastanawialiśmy się wszyscy po kiego grzyba zakupują takie szity zamiast dac każdemu po 50 zeta na karpia. Ponoć w tym roku znowu mieli plan (tym razem miały być to zegarki z logosami oczywiście).
No Panowie Dyrektorzy Zarządzający! Jestem z Was dumna jak nigdy dotąd. Nareszcie nie wydaliście pieniędzy na gówno warte prezenty! Trochę kryzysu i główka pracuje :)
Byłam dziś w pracy tradycyjnie donieść zwolnienie. Zrobiłam też rundę po piętrach, coby poodwiedzać znajomków z różnych działów. Dowiedziałam się wielu pożytecznych rzeczy oraz spotkała mnie miła niespodzianka.
Ale od początku. To było tak...
pierwsze kroki kieruję ku mojemu macierzystemu pokojowi - czyli tam gdzie urzęduje Menago, K. i inne osoby do których zostałyśmy dokooptowane w wyniku połączenia działów. Pokój świeci pustkami i siedzi tylko trzech pracowników, którzy zostali zatrudnieni na zlecenie. Nie wiedzą gdzie jest Pani Dyrektor, nie wiedzą gdzie Menago, nie wiedzą kiedy tamci wrócą i w ogóle to nic nie wiedzą.
Korzystając z okazji, że nie ma Menago (która normalnie to siedzi naprzeciwko mnie) robię porządek w kompie i przegladam e-maile. Patrzę a tu KOMUNIKAT: "W dniu dzisiejszym zapraszamy po odbiór premii świątecznych. Każdy z pracowników jako upominek świąteczny otrzyma 200 zł ".
Czytam KOMUNIKAT dwa razy i aż mi się wierzyć nie chce. Jestem pod wrażeniem Respect!
Pracuję w Firmie ponad trzy lata i oto co wcześniej otrzymywaliśmy jako upominek:
1. Ramka elektroniczna do zdjęć
2. Sianko i śpiewnik kolęd
3. Plecak z zestawem piknikowym (plasticzane talerze i zestaw sztućcy z plasticzanymi rączkami)
4. Sianko i termos
Za każdym razem opatrzone logotypem Firmy - na w razie czego, gdyby ktoś chciał się pozbyć niepotrzebnego prezentu to ma sprawę utrudnioną.
Co roku zastanawialiśmy się wszyscy po kiego grzyba zakupują takie szity zamiast dac każdemu po 50 zeta na karpia. Ponoć w tym roku znowu mieli plan (tym razem miały być to zegarki z logosami oczywiście).
No Panowie Dyrektorzy Zarządzający! Jestem z Was dumna jak nigdy dotąd. Nareszcie nie wydaliście pieniędzy na gówno warte prezenty! Trochę kryzysu i główka pracuje :)
środa, 2 grudnia 2009
Ostatnia brzytwa ratunku
Nowe wieści z roboty.
Na miejsce B. miał przyjść jakiś koleżka od grudnia (lub od stycznia). Jednakże kiedy K. zapytała naszej menago co z tym człowiekiem, który pomoże nam ratować ledwo dryfujący dział, tamta odparła, że nic nie wie. No to kto ma wiedzieć, ja się pytam?!
To jakaś kompletna pomyłka i się zastanawiam o co kaman!! Skoro w dziale są obecnie 3 osoby (słownie: trzy) w tym ja na zwolnieniu, K. pracuje, a menago zarządza. Wychodzi na to, że de facto pracuje jedna osoba, która całego tego bałaganu nie pociągnie.
Jaki jest więc cel menago, skoro nie zatrudnia nikogo na miejsce B.?
Odpowiedzi są dwie:
Na miejsce B. miał przyjść jakiś koleżka od grudnia (lub od stycznia). Jednakże kiedy K. zapytała naszej menago co z tym człowiekiem, który pomoże nam ratować ledwo dryfujący dział, tamta odparła, że nic nie wie. No to kto ma wiedzieć, ja się pytam?!
To jakaś kompletna pomyłka i się zastanawiam o co kaman!! Skoro w dziale są obecnie 3 osoby (słownie: trzy) w tym ja na zwolnieniu, K. pracuje, a menago zarządza. Wychodzi na to, że de facto pracuje jedna osoba, która całego tego bałaganu nie pociągnie.
Jaki jest więc cel menago, skoro nie zatrudnia nikogo na miejsce B.?
Odpowiedzi są dwie:
- po pierwsze primo menago ma już zapewnioną pracę gdzie indziej (np. w innym dziale w ramach tej samej firmy) - wszak kreuje się przed dyrekcją na kierownika o wysokich kwalifikacjach i niebywałej kulturze osobistej;
- po drugie primo menago jest gamoniem i myśli tylko o tym, żeby jak najdłużej dostawać swoją ciepłą pensyjkę i nie wychylać się przed kierownictwem i mówić, że jest niewesoło. A nuż nikt nie zauważy, że jest chujnia?
czwartek, 8 października 2009
Menago do budki suflera
Zebranie pracowników działu (czyli murzyny, nasz menago i dyrektor działu) z dyrektorem wydawniczym. Dyr. wydawniczy stwierdził, że chce nas poznać lepiej. To miło z jego strony, bo do tej pory żaden z dotychczasowych szefów nie interesował się kto co robi w molochu.
Od razu należy zaznaczyć, że menago nie lubi gdy któraś z nas się odzywa bezpośrednio do kogoś z dyrekcji. Jeszcze by się okazało, że mamy jakąś wiedzę i co wtedy?
Jednakże dyr. wyd. był bardzo dociekliwy i postanowił z każdym pracownikiem porozmawiać osobiście.
D.W.: - Proszę zatem, niech każdy z was coś o sobie opowie. Jak długo tu pracuje, czym się zajmuje...
I tu patrzy w kierunku K.
K.: - Pracuję tu ponad dwa lata - bla bla bla - w tym miejscu K. wymienia zakres swoich obowiązków.
D.W.: - Czy musisz robić coś ponad swoje obowiązki? W sensie prace fizyczne?
K.: - No tak. Wtedy kiedy jest 'szybka akcja' muszę się zabierać za robotę organizacyjno-fizyczną i rzucam to, co mam do zrobienia w ramach swoich obowiązków.
D.W.: - A jakbyś miała to określić procentowo, to ile czasu ci zajmuje praca wynikająca z obowiązków, a ile robienia czegoś dodatkowego?
K. zaczyna się plątać, bo nie chce powiedzieć, że jak jest sprawa pilna to 100% swojego czasu musi poświęcić jakimś robotom, które powinien wykonywać ktoś inny. A nie chce powiedzieć, bo się boi, że potem Menago zmyje jej głowę i zatruje życie. Używa więc odpowiedzi wymijających czyli 'Trudno to jednoznacznie określić'.
Nagle niewiadomo po co, nie pytana głos zabiera menago i już potem kontynuuje wypowiedź za K.
I tak wygląda każde spotkanie.
A teraz najlepsze. Dyrekcja się pyta mnie o rzecz związaną z moją działalnością i w momencie gdy mija ten ułamek sekundy, kiedy biorę oddech ani się oglądam, a tu mówi już menago.
I co robić w takiej sytuacji? Kłócić się przy kimś, że teraz moja kolej na wypowiedź? A może zacząć przekrzykiwać. Tak wtedy na pewno wyjdę na profesjonalistkę ;)
Menago powinna pracować jako sufler w teatrze.
Od razu należy zaznaczyć, że menago nie lubi gdy któraś z nas się odzywa bezpośrednio do kogoś z dyrekcji. Jeszcze by się okazało, że mamy jakąś wiedzę i co wtedy?
Jednakże dyr. wyd. był bardzo dociekliwy i postanowił z każdym pracownikiem porozmawiać osobiście.
D.W.: - Proszę zatem, niech każdy z was coś o sobie opowie. Jak długo tu pracuje, czym się zajmuje...
I tu patrzy w kierunku K.
K.: - Pracuję tu ponad dwa lata - bla bla bla - w tym miejscu K. wymienia zakres swoich obowiązków.
D.W.: - Czy musisz robić coś ponad swoje obowiązki? W sensie prace fizyczne?
K.: - No tak. Wtedy kiedy jest 'szybka akcja' muszę się zabierać za robotę organizacyjno-fizyczną i rzucam to, co mam do zrobienia w ramach swoich obowiązków.
D.W.: - A jakbyś miała to określić procentowo, to ile czasu ci zajmuje praca wynikająca z obowiązków, a ile robienia czegoś dodatkowego?
K. zaczyna się plątać, bo nie chce powiedzieć, że jak jest sprawa pilna to 100% swojego czasu musi poświęcić jakimś robotom, które powinien wykonywać ktoś inny. A nie chce powiedzieć, bo się boi, że potem Menago zmyje jej głowę i zatruje życie. Używa więc odpowiedzi wymijających czyli 'Trudno to jednoznacznie określić'.
Nagle niewiadomo po co, nie pytana głos zabiera menago i już potem kontynuuje wypowiedź za K.
I tak wygląda każde spotkanie.
A teraz najlepsze. Dyrekcja się pyta mnie o rzecz związaną z moją działalnością i w momencie gdy mija ten ułamek sekundy, kiedy biorę oddech ani się oglądam, a tu mówi już menago.
I co robić w takiej sytuacji? Kłócić się przy kimś, że teraz moja kolej na wypowiedź? A może zacząć przekrzykiwać. Tak wtedy na pewno wyjdę na profesjonalistkę ;)
Menago powinna pracować jako sufler w teatrze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)