środa, 7 października 2009

wtorek, 6 października 2009

Prymityw

Głupio się do tego przyznać, bo na ogół ludzie tego publicznie nie robią... ale co mi tam. Po raz pierwszy doznałam uczucia zazdrości i zawiści. Do tej pory te prymitywne uczucia były mi zupełnie obce. Tak! Ale teraz trzeba to przyznać oficjalnie i głośno. Jestem zazdrosna i zawistna! Ale od początku...
Wczoraj gadka-szmatka na gg z dziewczynami z pracy.
B. waha się czy odejść, bo dostała super kontrpropozycję finansową z naszej cudownej firmy i teraz rozpatruje czy stąd spierdalać, czy też nie.

W związku z tym K. też chce podwyżki i zmiany stanowiska. I tu się zaczyna problem w mojej głowie, bo czemuż to a czemuż nie można było zrobić przewrotu, kiedy to nawoływałam, żebyśmy cuzamen do kupy się zebrały i pogadały z Menago o traktowaniu nas jako poważnych pracowników. Wtedy ani jedna, ani druga moja koleżanka nie była skora do rozmowy z naszą przełożoną. B. powiedziała, że się takiej rozmowy normalnie w życiu boi, a K. powiedziała, że ma to w dupie. Kiedy jednak podjęłam kwestię z naszą wielką Panią K. (K. jak kierownik ma się rozumieć) to obydwie spuściły głowę i żadna nie pociągnęła tematu.

No i teraz zazdroszczę, gdyż dziewczyny dostaną to czego będą chciały, a ja niestety nie :(
Jestem oczywiście wkurwiona, bo nie uważam, żebym była w jakimś stopniu gorsza i nie zasłużyła na podobne traktowanie. 12 lat doświadczenia, znajomość języka na porządnym poziomie + pracowitość. I co? I gówno! Nic nie dostanę, bo akrat jestem na zwolnieniu, a lada chwila będę na macierzyńskim.
Dodatkowo jestem zła na samą siebie, że się urabiałam po pachy i wszczynałam jakieś głupie dyskusje z Menago.

W odpowiedzi na moje żale dostałam taką oto odpowiedź od przyjaciółki:
Twoja polityka w pracy zawsze bedzie przynosiła takie efekty. Dopóki nie nauczysz sie trzymac jezyka za zebami kiedy trzeba a odzywania wtedy kiedy trzeba. Ale Ty zawsze wierzysz w rowność wolność i braterstwo zamiast zaakceptować, ze ludzie to chuje i jak chcesz cokolwiek ugrać to tez musisz zachowywać się jak chuj. Myslisz, ze awanse to są skutki uczciwej pracy, doświadczenia i kwalifikacji - chuja prawda, przykro mi ale tak nie jest. I nie mysl, że Cię ktoś doceni. Bo ubieganie sie o awans to jest polityka i cwaniactwo i odpowiedni moment - a nie rzetelne porównywanie kompetencji. Jak sie da kogoś dymać to sie go dyma.
Niestety, znam ten ból bo sama jestem cipa i nie potrafię byc tak bezczelna jak na przykład  G.(inna nasza wspólna koleżanka), która gówno umie a zarabia wiecej od nas i popierdala na gratisowe wycieczki.

Tak sobie myślę, że pewnie bym to wszystko w dupie miała, gdyby nie te jebane hormony!

poniedziałek, 5 października 2009

Moja misja zbawiania świata

Niedziela jest od tego, żeby odwiedzać familiadę. No może nie każda, ale raz na jakiś czas wypada się wybrać. Ustalam z moją matką przez telefon, że wpadniemy na obiad. Przy okazji ona mi odpowiada co tam u nich i że moja siostra i cała jej rodzina (mąż i dwójka dzieci) są chorzy na jakieś tam ropne zapalenia gardła czy inne czorty. Proszę ją zatem grzecznie, aby ich nie zapraszała, gdyż nie chcę się zarazić. Przy innej okazji może byłoby mi to na rękę - mogłabym się pobyczyć w domu na chorobowym, ale skoro mam mieć potomka to lepiej się trzymać z dala od czortów różnych.

Wjeżdżamy na parking pod blok rodziców. I cóż oczy moje widzą? Idzie cała ekipa chorobowa w kierunku domu rodzicieli. Nosz kurwa! Przecież ich nie wyproszę, ale dziwne to. Sister mi mówi, że matka ich zaprosiła. No więc jak tylko wchodzę do nich do domu, to mówię do matki, że po co ustalałyśmy, że ma nas nie zapraszać w tym samym czasie skoro ona robi swoje. A ona od razu krzyk, że "jak zwykle rozkręcam awantury". Niestety nie potrafię przejść nad tym do porządku dziennego, bo ktoś tu ze mnie robi głąba i drzemy się w progu na siebie i wychodzi na to, że jestem awanturna, co to nie chcę wspólnie zjeść niedzielnego posiłku.
Usiadłam z dala od tych największych ognisk chorobowych.

Następnie rozmowa idzie w kierunku wyników badań, które matka zrobiła. Okazuje się, że ma bardzo wysoki cholesterol i przy normie 200 ona ma 307. Wiedząc o tym wydrukowałam jej tabelkę co może jeść, a czego nie.

Ja: - No patrz, nie możesz jeść smażonego. Mięso tylko drobiowe. - i tu dodatkowe słowa wyjaśnienia. U starych na obiad od 10 lat są zawsze 3 zestawy obiadowe na zmianę, czyli: schabowy lub mielony odgrzewane w kółko w tym samym tłuszczu, gołąbki z sosem doprawianym mąką i śmietaną oraz kurczak pieczony z dużą ilością oleju bądź smalcu.

M: - Ale my jemy taki obiad, tylko jak wy przyjeżdżacie.

Ja: - Nieprawda. Wy od 10 lat jecie to samo. Może nie pamiętasz, ale o to się kłóciłyśmy w kółko jak tu jeszcze mieszkałam

M: - To w takim razie co ja mam gotować?

Ja: - Nie wiem. Weź książkę kucharską i popatrz.

M: - Ja nie potrzebuję książki kucharskiej, bo umiem gotować. Ty mi nie będziesz mówiła co jak zrobić!

Ja: - Ale masz bardzo wysoki cholesterol i trzeba z tym jakoś zawalczyć.

M: - Ale to jest ten dobry cholesterol!

I w tym miejscu zaczyna się lamentowanie i ględzenie.

M: - Tak! Zgnębcie matkę. Ty zawsze wiesz jak mnie dobić i ciągle przyjeżdżasz i się kłócisz... Najwyżej umrę. A tobie przynajmniej będzie lżej.

I weź tu z taką gadaj. Wszystko wie lepiej. Popatrzyłam w internecie (zdumiewające, że tu można znaleźć wszystko) i wyszło na to, że przy tych wynikach to powinna 'zbić' i dobry i zły cholesterol, gdyż wyniki są bardzo kiepskie.

Stanęło na tym, że wykaz produktów dozwolonych/niedozwolonych wzięła, ale i tak ma to w dupie! Nic nie dała jej do myślenia ubiegłoroczna śmierć siostry, która zmarła na udar (chorobę będącą następstwem złego odżywiania).

Na dodatek moja sister ma depresję i nie wiem jak jej pomóc. Widać, że nie kontaktuje za mocno i leki psychotropowe tylko ją otępiają. Wygląda, delikatnie mówiąc, dziwnie. Nie chce chodzić na żadne psychoterapie. Uważa, że jej to niepotrzebne (oczywiście moja matka ją w tym przekonaniu utrzymuje). A ja mam misję zbawiania świata i w związku z tym wizytę u rodziny przypłaciłam mega dołem i beczeniem do wieczora.

I zadaję sobie pytanie: Czemuż to a czemu urodziłam się w tej głupiej rodzinie? Na pewno zaszła jakaś pomyłka!
Mam nadzieję, że nikogo tu nie zanudziłam, ale gdzieś musiałam zrzucić ten ciężar. Jakby to określiła moja dobra kumpela: aż cud, że przy tej mojej familiadzie nie czeszę się nogami.

sobota, 3 października 2009

Eto modno

Idę do sklepu i mijam gościa, który wygląda tak:

a na bluzie ma napis зто модно! (eto modno!)

piątek, 2 października 2009

Ten opis wygrywa!

Opis kumpla na gg: Chlebowski w mafii, Stokłosa łapownik, Polański pedofil. A ja nic :(
Piszę do niego: - świetny opis
On: - no bo kurcze.. .
Wszyscy okazują się przestępcami,
a ja cienias nawet na gapę nie jeżdżę :(

Rewolucji/rewelacji ciąg dalszy...

W pracy nic się nie wyjaśniło. W związku z tym, że B. odchodzi wczoraj ani Menago, ani Pani Dyrektor nie przyszły do pracy.
Miały z B. pogadać na temat zatrzymania jej w firmie, ale jakoś tak się złożyło, że obydwie wzięły urlop - w tym Menago wzięła na żądanie. Nie ma jak profesjonalne zarządzanie. Jak coś się sypie to najlepiej nie przychodzić, nie rozmawiać, przeczekać i uklepać - może samo się ułoży?
Rozbawiło mnie, że Menago w rozmowie z innym pracownikiem wyraziła swoje zaskoczenie wypowiedzeniem B.
- Ale jak to? Nie chodziło jej chyba o pieniądze? Powiedziałaby coś przecież?!
Nie muszę dodawać, że każda próba nawiązania dyskusji z Menago na temat wynagrodzeń dla naszego działu kończyła się awanturą i argumentami żebyśmy się cieszyli, że nas nie wylali, bo jest bardzo źle (jak bardzo źle, nie potrafiła jakoś nigdy określić).
Dżizas co za czasy, żeby byle kołtuna się bać!

czwartek, 1 października 2009

Trzeba to zobaczyć

Jestem pod bardzo dużym wrażeniem. Filmik długi, ale warto zobaczyć chociaż połowę...